To wyścig.
Celem tego wyścigu można śmiało nazwać metaforycznym „księżycem półprzewodnikowym”. Dotarcie do tego „księżyca” jako pierwszym może oznaczać samowystarczalność w produkcji półprzewodników i większy udział w światowym rynku układów scalonych.
Stany Zjednoczone oraz Chiny już jasno przedstawiły swoje ambicje związane z produkcją chipów. Nawet Japonia podjęła rękawicę, obawiając się utraty pozycji w branży.
Do wyścigu dołączyła teraz także UE, a Komisja Europejska ogłosiła niedawno plany stworzenia nowego „ekosystemu” dla produkcji chipów. W tym „ekosystemie” UE zamierza zachować konkurencyjność i samowystarczalność. Komisja podkreśla, że działania te są odpowiedzią na trwający niedobór chipów, który uwidocznił zbyt duże uzależnienie od Chin i Stanów Zjednoczonych w zakresie zaawansowanych komponentów.
:quality(85))
Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen wyjaśniła, że nowa Europejska Ustawa o Chipach („European Chips Act”) stworzy nowoczesny europejski ekosystem półprzewodników, obejmujący zarówno produkcję, jak i zapewnienie bezpiecznych dostaw półprzewodników dla UE.
Znowu to słowo – „ekosystem”
Pojęcie to jest nieco niejasne. Wynika to z faktu, że UE dopiero rozpoczyna wdrożenie planów dotyczących produkcji chipów i nie sprecyzowała jeszcze szczegółów. Fragment wpisu komisarza ds. rynku wewnętrznego Thierry’ego Bretona rzuca więcej światła na założenia tej ustawy:
„Wyścig o najbardziej zaawansowane układy scalone to wyścig o pozycję lidera technologicznego i przemysłowego”.
Breton dodał, że unijne regulacje dotyczyć będą badań, mocy produkcyjnych oraz współpracy z przemysłem globalnym. Wysunął także postulat utworzenia Europejskiego Funduszu Półprzewodników.
Trudna droga przed nami
Nie wszystko jednak zapowiada się optymistycznie. Nawet von der Leyen przyznała, że stworzenie prężnego ekosystemu chipowego będzie ogromnym wyzwaniem.
Patrząc na kilka kwestii, nietrudno zrozumieć, z czego wynika ta trudność.
UE musi zgromadzić miliardy euro, aby powtórzyć działania, jakie obecnie podejmują USA w swoim sektorze półprzewodników. Inwestorzy z Europy wyrażają już jednak sceptycyzm wobec lokowania kapitału w produkcję układów scalonych, jeśli fabryki nie będą pracować nieprzerwanie na pełnej mocy przerobowej.
Unia zapowiedziała też, że do 2030 roku chce osiągnąć 20% udziału w światowym rynku chipów. Ten plan jest jednak krytykowany przez wielu analityków, którzy podkreślają brak spójnej polityki przemysłowej EU oraz niewystarczające finansowanie publiczne, by dorównać skali działań USA czy Chin.
Nie można także zapomnieć o minerałach ziem rzadkich i metalach krytycznych niezbędnych do produkcji zaawansowanych chipów. Analitycy branży przewidują, że UE napotka liczne przeszkody w dostępie do tych surowców – szczególnie z powodu trwającego monopolu Chin na rynku materiałów krytycznych (stanowią one ponad 70% światowej produkcji).
Brak suwerenności technologicznej – przynajmniej na razie
Innym branżowym hasłem, które przewija się w kontekście Europejskiej Ustawy o Chipach, jest „suwerenność technologiczna”. Projekt ustawy Komisji ma na celu zabezpieczenie UE przed możliwymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw półprzewodników, związanymi z USA lub Chinami.
Obecnie jednak nikt nie jest suwerenny wobec zakłóceń w dostawach zaawansowanych chipów. Sprzęt elektroniczny konsumencki nadal jest opóźniony, branża motoryzacyjna wciąż walczy o komponenty, a rekordowe podwyżki cen wynikają z ogromnego popytu.
Nic dziwnego, że wyścig o chipy trwa. Kto pierwszy sięgnie po „księżyc półprzewodnikowy”?